Jak walczyć z łupieżem?

Lato jest tym szczególnym okresem, w którym chcemy wyglądać naprawdę dobrze. Ja sama nie jestem może zwolenniczką jakiegoś przesadnego dbania o siebie. Owszem, zależy mi na tym, aby osoby znajdujące się w moim otoczeniu nie mdlały ze strachu na mój widok, nie popadam jednak w histerię, jeśli muszę wyjść do pracy, a pod oczami mam cienie świadczące o braku snu. Latem jednak staję się podejrzanie wrażliwa, żeby nie napisać, że przewrażliwiona. Zaczynam przejmować się rzeczami, które w innych miesiącach nie są w stanie zepsuć mi humoru, wpadam więc w szał między innymi wówczas, gdy podczas rozczesywania włosów natrafiam na łupież. Nie mam go wiele, problem pojawia się jednak każdego lata, a środki reklamowane w mediach na ogół nie pozwalają na jego pełne rozwiązanie. Już od jakiegoś czasu sięgam więc do skarbnicy wiedzy ludowej, co nam bowiem nie zaszkodzi, to nas wzmocni, jak mówią osoby nastawione optymistycznie do życia. Część materiałów do wpisu pochodzi z bloga Eclipse.

Metoda pierwsza – oliwa z oliwek

Jednym z lepiej znanych sposobów na pozbycie się łupieżu jest zastosowanie dość niekonwencjonalnej odżywki. Pomocna okazuje się oliwa z oliwek, dobrze przy tym zatroszczyć się, aby była ona produktem wysokiej jakości. Oliwa powinna zostać podgrzana, choć jednocześnie należy uważać, żeby nie okazała się za gorąca i nie poparzyła nam skóry głowy. Konieczne jest pozostawienie jej na przynajmniej dwadzieścia minut, a następnie – energiczne rozczesanie włosów szczotką. Jednorazowy zabieg niewiele zmienia, gdy jednak powtarzamy go przynajmniej raz na tydzień, dość szybko możemy zaobserwować satysfakcjonujące rezultaty. Oczywiście, nie powinniśmy zapominać o tym, że niekonwencjonalna metoda nie zwalnia nas z obowiązku mycia włosów zwykłym szamponem, wskazane jest przy tym, aby specyfik ten, podobnie jak sama oliwa z oliwek, był rozwiązaniem charakteryzującym się wysoką jakością.

Metoda druga – wywar z tymianku

Oliwa z oliwek ma to do siebie, że jest dość tłusta, nie każde włosy lubią więc być traktowane w ten sposób. Na szczęście, nie jest to wcale jedyny sposób na pozbycie się łupieżu. W sklepach z produktami ekologicznymi można dziś kupić suszony tymianek. Nie jest drogi, a wywar z niego ma znakomite właściwości. Kolejnym plusem jest to, że samo jego przygotowanie nie zalicza się do czynności przesadnie skomplikowanych. Wywar musimy oczywiście zaparzyć zalewając dwie łyżki tymianku dwoma szklankami ciepłej wody. W przeciwieństwie do oliwy z oliwek, wywar wykorzystujemy już po wymyciu włosów szamponem, nie musimy go przy tym spłukiwać. Kuracja jednorazowa nie musi nas zachwycić, regularne stosowanie wywaru jest jednak w stanie zapewnić nam wakacje bez łupieżu.

Open Office czy Microsoft Office?

(dziś będzie technicznie :)) Chyba każdy we współczesnym świecie korzysta już z komputera i jest to takie urządzenie, które po prostu ułatwia nam codzienne życie. Między innymi właśnie dlatego warto się zastanowić nad różnego rodzaju rozwiązaniami, które można przy komputerze wykorzystywać oraz tym jakie mają one funkcjonalność. Na pewno trzeba się mocno zastanowić nad tym co daje nam komputer i z czego będziemy w nim najczęściej korzystać. Jeśli jesteśmy regularnymi użytkownikami pakietów biurowych to na pewno będzie nas interesować jakie pakiet sprawdza się najlepiej i można go najkorzystniej dla siebie stosować. Współcześnie, jeśli pracujemy na systemie Windows to tak naprawdę mamy do wyboru dwa podstawowe rozwiązania. Można się zdecydować na pakiet płatny bezpośrednio od firmy Microsoft albo pakiet darmowy określony jako Open Office.

Oczywiście trzeba sobie powiedzieć, że takim podstawowym pierwowzorem będzie pakiet Microsoft Office zrealizowany przez firmę, która przygotowała także system do naszego komputera. Dlatego ten pakiet biurowy doskonale współpracuje z systemem i posiada wiele przydatnych funkcji. Jest to zestaw tak naprawdę kilku odrębnych programów, w których możemy wykorzystywać różnego rodzaju opcje biurowe. Możliwości są praktycznie nieograniczone, gdy chodzi o pakiet Microsoft Office, ponieważ jeśli zajrzymy do jego możliwości to zobaczymy, że często tak naprawdę w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak wiele ciekawych opcji daje właśnie ten program. Jednocześnie jednak pakiet jest stosunkowo drogi i inwestycja w niego będzie dla nas kosztowna. Jeśli chcemy ten problem jakoś rozwiązać to powinniśmy szukać czegoś zastępczego. Są oczywiście takie osoby, które decydują się na pirackie wersje, ale tego nie pochwalamy i uważamy, że jeśli nie chcemy wydawać pieniędzy to lepiej wybrać darmową opcję jaką będzie pakiet Open Office.

Od jakiegoś czasu to właśnie pakiet Open Office staje się taką alternatywą dla tych wszystkich osób, które starają się szukać dla siebie darmowych programów biurowych. I muszę powiedzieć że działa całkiem nieźle. W pracy zajmuję tworzę tzw. deklaracje intrastat (szczegóły na stronie – generalnie chodzi o listy przewozowe). I o ile we wcześniejszych wersjach większość dokumentów otwartych w OpenOffice się rozsypywała to teraz działają rewelacyjne. A pracodawca oszczędza krocie na płatnych aktualizacjach systemu Microsoft. Po otwarciu tego programu zobaczymy, że został on przygotowany według takiego samego schematu, na którym zrealizowany został pakiet Microsoftu. Są to jakby kopie tych programów, dzięki czemu ich możliwości są podobne. Ale to wszystko tylko w teorii tak naprawdę, ponieważ jeśli dalej zagłębimy się  w ten pakiet to niestety zobaczymy, że jego funkcjonowanie nie jest tak dobre jak tego płatnego od producenta systemu. Poza tym opcji i funkcjonalności jest tam zdecydowanie mniej. To wszystko będzie się oczywiście wiązało z tym, że będziemy mieli dużo mniej opcji. Warto pamiętać o tym, że niestety mniej opcji to oczywiście mniej możliwości pracy na takim programie. Dodatkowo pliki w tym programie mają inne rozszerzenia i niekiedy może się okazać, że te pliki, które będziemy otrzymywali nie będą się nadawały do otworzenia na naszym darmowym pakiecie.

Dlatego jeśli mamy taką możliwość to na pewno będzie lepiej pracować na pakiecie Microsoft Office. Jest to program wydajniejszy, który daje większe możliwości i po prostu jest wygodniejszy dla użytkownika. Open Office to raczej próba kopii, która niestety nie do końca będzie udana i dlatego ten program nie sprawdza się tak dobrze jakbyśmy tego oczekiwali. Powinniśmy więc zdecydować się możliwie na takie rozwiązanie, które sprawi, że to nam będzie wygodnie w codziennej pracy. Dlatego czasami warto trochę pieniędzy poświęcić, ale otrzymać taki program, którego możliwości będą dla nas zadowalające i który będzie można sobie bardzo dobrze wykorzystywać w codziennym życiu. niekiedy tak naprawdę okaże się, że większe oszczędzanie nie miało większego sensu i zupełnie się nie sprawdziło. Zamiast zysków mogą się bowiem przez nasz oszczędności pojawiać straty ponieważ nie będziemy mogli normalnie pracować na plikach biurowych.

Całoroczne wakacje, czyli mieszkanie w greckim stylu

Zakup i urządzanie mieszkania mam już za sobą, gdybym więc miała stosować się do rad udzielanych przez mojego narzeczonego, powinnam zapomnieć o czasopismach wnętrzarskich i przestać interesować się tym, co można zmienić, poprawić albo ulepszyć. Niedoczekanie! O wnętrzach mogłabym czytać w nieskończoność nawet, jeśli nie każdy styl, w jakim się je urządza, przypada mi do gustu. Ostatnio odkryłam styl grecki i gdybym miała okazję przeprowadzić choćby niewielki remont, poważnie zastanowiłabym się nad tym, czy nie powinien on stać się dla mnie inspiracją.

Już sama kolorystyka mieszkań w greckim stylu może urzekać, mamy bowiem do czynienia z ochrą – kolorem ziemi, bielą – kolorem schludności i niewinności, oraz niebieskim. Tu zresztą konieczna jest pierwsza adnotacja, niebieski to bowiem tylko termin, a w greckich domach zawsze znajdzie się miejsce na wszystkie jego odcienie. Na tym jednak nie kończy się specyfika stylu podpatrzonego w czasie greckich wakacji, poza specyficznymi kolorami charakteryzuje się on bowiem naturalnością. Tu dominuje drewno i kamień, a przy tym nikt nie wymaga od nas tworzenia skomplikowanych konstrukcji. Proste, drewniane meble są niezwykle urokliwe, choć, jeśli tylko mamy taką możliwość, możemy wprowadzić do salonu nieregularne schodki i kolumienki. I nie trzeba obawiać się tego, że wprowadzi się w ten sposób lekki nieład, skoro to właśnie on jest tym, co tak lubimy w greckich gospodarzach pensjonatów, do których trafiamy latem.

Greckich motywów, które można wykorzystać w mieszkaniu jest zresztą sporo. Ozdobne amfory i donice można przecież postawić w każdym pomieszczeniu, urokliwa podłoga może pojawić się w kuchni, a do tego nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby w sypialni pojawiły się lekkie i zwiewne zasłony z szerokimi pasami w pastelowych kolorach. Sypialnia to zresztą idealne miejsce na tego typu eksperymenty, pomieszczenie charakteryzuje się bowiem prywatnością i nikt nie musi poddawać ich ocenie. Mi samej podoba się pomysł zastosowania kamienia na jednej z jej ścian. Oczywiście, kamień musi być dobrany w odpowiedni sposób i właściwie ułożony, jeśli jednak nie popełnimy błędu można będzie odnieść wrażenie, że ściana jest wykuta w skale, niczym w greckiej chacie.

Styl grecki to otwartość, pozorna niespójność i naturalność. Być może nie jest najlepszym rozwiązaniem w przypadku gabinetu, w którym powinniśmy pracować w skupieniu, w każdym innym pomieszczeniu wydaje się jednak strzałem w dziesiątkę.

Absurdalne zmiany w sklepikach szkolnych

Nowy rok szkolny przyniósł nam absurdalne zmiany związane z tym co dzieje się w szkolnych sklepikach i na stołówkach szkolnych. Jakieś „mądre głowy” zdecydowały, że w szkolnych sklepikach nie znajdziemy żadnych przekąsek, które mogą być dla dziecka niezdrowe. I nie chodzi już tutaj o ociekające tłuszczem chipsy, ale nie było w sklepikach nawet zwykłych drożdżówek. Tak naprawdę praktycznie nie dało się tam kupić nic. Ostatecznie taka sytuacja doprowadza do tego, że właściciele takich sklepików po prostu upadają. Przepis jednak nie daje większej możliwości dbania o zdrowie dzieci, ponieważ mają one przed szkołą zwykłe sklepy i tam kupią wszystko co chcą. Tak naprawdę te absurdalne przepisy zabijają małych sklepikarzy szkolnych a promują mocno duże markety czy sklepy typu żabki, które znajdują się blisko szkoły.

Opowiadanie o tym, że przepisy pozwalają dbać o zdrowie dzieci to tak naprawdę coś całkowicie absurdalnego i trudno oczekiwać, że jest prawdą. Cała ta ustawa praktycznie na wszystkich płaszczyznach jest przesadzona i śmieszna. Niemożność używania soli przy gotowaniu ziemniaków, zakaz sprzedawania słodzonej kawy. To wszystko wydaje się po prostu jakąś groteską. Musimy więc powiedzieć, że posłowie po raz kolejny raczej się nie popisali przygotowując taką ustawę. Trudno również powiedzieć o czyi interes tutaj dbali przygotowując takie rozwiązania prawne, ale wydaje się, że raczej dbanie o zdrowie dzieci to tylko zasłona dla czegoś więcej. Na pewno ustawa jest po prostu absurdalna i jej przygotowanie nie ma większego sensu.

To co będzie się dalej z tym działo jest trudne do oceny, ale wydaje się, że po prostu powinno się ją jak najszybciej znieść wprowadzając jakieś bardziej racjonalne przepisy, które pozwolą zadbać o żywienie dzieci, a nie je ograniczyć do jakichś śmiesznych produktów. Tutaj również zadanie rodziców, którzy powinni wymóc na rządzie przygotowanie takiej ustawy, której rozwiązania prawne będą dobrze przemyślane i przygotowane z głową.

Jak trudno jest mieć przyjaciela!

„Bo wy się tak przyjaźnicie”

– wzdycha moja dobra znajoma patrząc to na mnie, to na Duśkę i Sylwie – moje „najlepsze przyjaciółki” jeszcze z czasów, w których pojawiłyśmy się w wielkim mieście, żeby zacząć studia. Wzruszamy ramionami, bo dobrze wiemy, do czego zmierza. Marzy jej się posiadanie kogoś, komu mogłaby zaufać i na kogo mogłaby liczyć, a teraz, gdy studia są już za nami i kolejne osoby zakładają rodziny, nie można nie zgodzić się z tym, że nie ma mowy o najlepszym czasie na poszukiwanie przyjaciół. Wzruszamy ramionami z jeszcze jednego powodu. Być może wspomniana znajoma nie zdaje sobie z tego sprawy, my jednak wiemy aż za dobrze, że przyjaźń nie jest prostą sprawą.

Teoretycznie, przyciągają się przeciwieństwa. My nie różnimy się między sobą aż tak bardzo i czasem nawet żartujemy sobie, że dobrze by nam zrobiła jakaś zmiana poglądów. Naturalne jest jednak to, że mamy nieco inne charaktery, inne przyzwyczajenia i inne oczekiwania. Każda z nas ma momenty, w których najchętniej weszłaby do świata dwóch pozostałych i przemodelowałaby go na swój sposób, ale przyjaźń nie pozwala na takie zachowanie. Ta najbardziej dojrzała zakłada szacunek, wyrozumiałość i ciepło, a więc wszystkie te cechy, które sprawiają, że czasem trzeba zachować dla siebie kilka kąśliwych uwag.

Przyjaźń, jak każde inne uczucie, wymaga też pewnej troski. Każda z nas ma już swoje życie prywatne i skończyły się czasy, w których każdą sobotę kończyłyśmy w centrum miasta. I teraz musimy jednak walczyć z niedostatkiem czasu, aby znaleźć go nieco dla siebie, żadna z nas nie chce bowiem, żeby inna męczyła się z czymś sama tylko dlatego, że pozostałe nie dostrzegły jakichś niepokojących zmian.

I tak, jak i w innych bliskich relacjach, czasem ma się przyjaciółek serdecznie dość i najchętniej uciekłoby się przed nimi na koniec świata. Zgadzam się z tym, że przyjaźń jest czymś pięknym, będę się jednak kłócić do upadłego z tymi, którzy uważają, że jest łatwym uczuciem.

Jak się troszczyć o bezpieczeństwo dzieci i nie zwariować?

Niełatwo jest być rodzicem. Im starsze są nasze dzieci tym większa jest nasza świadomość, że nie jesteśmy w stanie nad nimi czuwać i nigdy nie zapewnimy im tak kompleksowej opieki, jak sobie byśmy tego życzyli. Z drugiej strony, coraz mniej chętnie wspominamy czasy, w których sami byliśmy w ich wieku. Nasi rodzice przeważnie byli mniej lub bardziej pewni tego, że sprawują nad nami kontrolę, a my wykazywaliśmy się ponadprzeciętną przebiegłością i kreatywnością, byle tylko zniwelować wynikające z tego tytułu ograniczenia.
Oczywiście, troska o bezpieczeństwo dziecka jest niezbędna i nie ma tu znaczenia to, że rodzic nie jest w stanie przeciwstawić się wszystkim trudnościom piętrzącym się na jego drodze. Jak jednak dbać o bezpieczeństwo potomka a jednocześnie ani nie zwariować, ani nie ryzykować tego, że wejdziemy z nim w otwarty konflikt, którego wolelibyśmy uniknąć? Na szczęście, są na to sposoby.

Po pierwsze – świadomość zagrożenia. Podstawą wychowania dziecka powinna być rozmowa. Nie utrzymuję, że należy mu na wszystko pozwalać, bo zakazy ograniczają kształtowanie się jego osobowości, wydaje mi się jednak, że każdy zakaz powinien być umotywowany. Zasadę tę dobrze wprowadzać od najmłodszych lat, z czasem zmieniają się bowiem niebezpieczeństwa, jakie czyhają na dzieci. Nie ma co udawać, że świat jest dobry, a wokół nas znajdują się jedynie szlachetni ludzie, choć niewskazane jest również zastraszanie. Dziecko musi wiedzieć nie tylko o tym, co mu grozi, ale i o tym, jak eliminować zagrożenie, a w razie konieczności – jak radzić sobie w przypadku jego wystąpienia, a od nikogo nie uzyska informacji tak wyczerpujących jak te, które pochodzą od jego rodziców.

Po drugie – technologia w służbie rodzica. Niemal od dnia narodzin dziecka możemy wykorzystywać najnowsze technologie po to, aby zwiększać bezpieczeństwo malucha. W pierwszych miesiącach życia dziecka pomaga nam w tym elektroniczna niania, w dalszym okresie przydatny może zaś okazać się telefon komórkowy. Operatorzy oferują możliwość sprawdzania, gdzie w danym momencie znajduje się aparat telefoniczny, a geolokalizacja nie jest już usługą kosztowną. 20-30PLN miesięcznie to w końcu nie taki wydatek.. Są też alternatywne rozwiązania (nie sprawdzałam ale zakładam że działają). Można je znaleźć np: w rankingu aplikacji namierzania telefonów. Oczywiście, dziecko nie musi być przez nas śledzone, dobrze jest mieć jednak pewność, że w razie wątpliwości będziemy w stanie monitorować choćby tak podstawowe informacje, jak choćby ta, czy nie wybrało się przypadkiem na wagary.

Po trzecie: zdrowy rozsądek. To chyba najważniejsze: bądźmy z naszymi pociechami. Sprawdzajmy czy wszystko u nich w porządku, czy nie mają problemów w szkole i na podwórku. To powinno rozwiązać 99% problemów 🙂

Ratunku! Tabletka „po” atakuje!

Jestem blisko z farmaceutami (z racji pracy) i nóż w kieszeni mi się otwiera, kiedy czytam te wszystkie pseudonaukowe dywagacje obficie podlane katolickim zabobonem. Mówię oczywiście o pigułce „po”, która miała trafić do sklepów bez recepty, potem miała nie trafić, a teraz to już sama nie wiem. Pogubiłam się. Nie macie wiedzy na temat jej działania, bo skąd ją macie mieć? Czerpiecie ją z różnych głupot pisanych w Internecie. Pozwólcie, że ja, osoba o trochę lepszej wiedzy, napiszę wam coś sensowniejszego.

Tabletki „po” przyjmuje się do 5 dni po stosunku. Później nie ma to żadnego sensu, ponieważ tabletki „po” nie są tabletkami wywołującymi poronienie. Jest to kompletna bzdura na resorach. Substancja aktywna EllaOne, najbardziej popularnej z tych tabletek, powoduje zmniejszenie się grubości błony śluzowej macicy. Dzieje się tak ze względu na zablokowanie receptorów odpowiadających za reagowanie na określone hormony. Bardzo często przyjęcie tabletki blokuje na pewien czas owulację. Z tego powody nie ma po prostu możliwości, by doszło do poronienia, bo po prostu nie dochodzi do zapłodnienia. Komórka jajowa żyje 12-24 godziny i jeśli owulacja jest zablokowana, nie pojawi się ona tam, gdzie mogłaby być zapłodniona.

Załóżmy jednak, że tak jak to ma miejsce w 10% przypadków, do owulacji już doszło. Co się wtedy stanie? Czy tabletka zaszkodzi zygocie? Nie. Po prostu nie ma takiego działania. Spowoduje jedynie opisane juz przeze mnie zmniejszenie się grubości błony śluzowej, przez co połączenie komórki jajowej i plemnika nie da rady się  zagnieździć. To dzieje się naturalnie z około 50% procent zapłodnionych komórek jajowych. Jeśli tabletka zostanie przyjęta za późno i zygota już będzie zagnieżdżona, tabletka nie będzie miała żadnego efektu.

Jeszcze inna sprawa to same działania niepożądane tego leku. Nie da się ukryć, że takie są, ponieważ jest to lek, substancja chemiczna zmieniająca zasady działania naszego organizmu. Jeśli coś nie ma efektów niepożądanych, nie ma też efektów pożądanych. W tym przypadku są one jednak znikome, równie subtelne, co niewielka zmiana wyściółki śluzowej macicy. Argument o tym, że ktoś będzie je łykał niczym cukierki, to z jednej strony kpina, bo szkodliwość leku jest znacznie mniejsza, niż łykanie dużych ilości paracetamolu, a z drugiej strony, byłby to chyba najdroższy na świecie substytut dla landrynek.

Naprawdę nie warto histeryzować.

W pułapce wolności

Mam takie rytuał: zawsze kiedy wybieram się na morze, wstaję jednego dnia nad ranem, zazwyczaj tak około 5, i po prostu idę popatrzeć w morze. Nie robię w tym czasie nic konkretnego. Po prostu stoję samotnie i myślę. Fale mają taki kojący zapach… Ich pulsujący ruch pozwala spokojnie pomyśleć.

Nad czym tak myślę stojąc jak kołek? Za pierwszym razem myślałam, że do matury jeszcze daleko, ale to już półmetek. Było to dla mnie ważne i zastanawiałam się, jak to będzie na studiach. Jakie przygody mnie czekają, jakich ludzi poznam, jak wreszcie to będzie w wielkim mieście, a nie w moim małym miasteczku? Niby nic specjalnego. Marzenia dziewczyny o wielkim świecie. 6 lat później wróciłam w to samo miejsce. Już miałam temat pracy magisterskiej i odrobinę zebranych źródeł. Jasne, przede mną była całą masa roboty i spodziewałam się, że najbliższe miesiące nie będą w moim życiu jakoś specjalnie ekscytujące. Dopiero potem miało się zacząć. Przecież miałam wypływać na szerokie wody. Czego to ja sobie wtedy nie wyobrażałam…

Dzisiaj mija mniej więcej 6 lat od dnia, kiedy uścisnęłam dłoń dziekana w czasie obrony pracy magisterskiej. Tytuł naukowy. To jest coś. Wkraczałam w dorosłe życie jako człowiek wykształcony i to dobrze wykształcony, z wszelkimi możliwymi perspektywami. Tak się teraz zastanawiam, kiedy popatrzę na swoje życie, czy tak je sobie wyobrażałam 6 czy 12 lat temu?

Na pewno nie mogę narzekać. Jestem daleki od tego. Mam dobrą pracę i nie brakuje mi pieniędzy na dwa wyjazdy zagraniczne w roku, spokojne życie w dobrym mieszkaniu wygodnie blisko centrum Wrocławia. Mam mojego Tomka, z którym planujemy w najbliższym czasie coś więcej, niż tylko „chodzenie”. Naprawdę nie można się  tutaj do niczego przyczepić. Tylko czy na pewno tego chciałam? Jako dziecko każdy z nas wyobrażał sobie życie astronauty, policjantki uganiającej się za bandytami, ewentualnie jakiegoś lekarza ratującego życie. Z biegiem lat nasze marzenia wcale nie stawały się bardziej realne (czy to dobre słowo?), ale myśleliśmy, że będzie nawet jeszcze lepiej, atrakcyjniej, szybciej, więcej.

Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego nie jest „bardziej”? Przecież jestem wolna. Mogę robić to, co mi się żywnie podoba. Oczywiście jest jakieś ograniczenie finansowe, ale na pewno nie specjalnie męczące. Dlaczego nie jestem teraz w Himalajach albo nie pływam na Wielkiej Rafie Koralowej? Dlaczego nie jeżdżę w rajdach samochodowych dla amatorów? Stoję tu już pół godziny i dalej nie wiem.

PS. Dzisiejszy wpis został przypisany do każdej możliwej kategorii. Jest on bardzo ważny i mam nadzieję że moje przemyślenia trafią również do Waszych serc: przemyślcie co napisałam i dajcie znać.. czy macie podobnie?

Fat-shaming i fat-acceptance

Nasza chata z kraja i jeszcze bardzo wiele różnych trendów, pozytywnych i tych trochę mniej pozytywnych, trafia do nas z opóźnieniem, albo nie przebija się do nas w ogóle. Europę Zachodnią i zwłaszcza Stany Zjednoczone objęła ostatnio wojenka o osoby puszyste i po prostu potężnie otyłe. Określenie „wojenka” nie jest nazbyt trafne, ponieważ mówiąc krótko, się dzieje.

O co chodzi? Ano poza naszymi granicami coraz więcej osób jest w rozmiarze XXL i czasy, kiedy w tygodniu promowani 15 diet dawno minęły. Teraz dominuje raczej twierdzenie, że „piękno jest dostępne w każdym rozmiarze” oraz że na przykład „prawdziwi mężczyźni nie ruszają samych kości”. Wzięło się to właśnie z niezadowolenia osób puszystych ilością diet i sposobów na odchudzanie, kiedy oni nie chcieli chudnąć. Ukuto określenie fat-shaming polegające na tym, że osoby z nadwagą są wytykane palcami i „ich prawa są ograniczane”. W związku z tym potrzebne było fat-acceptance, czyli coś na wzór ułatwiania osobom na wózkach czy niewidomym poruszania się w przestrzeni publicznej.

Gdybyśmy poruszali się cały czas na poziomie logiki i realiów, nie byłoby żadnego problemu. Osoba z nadwagą nie powinna w końcu być wytykana palcami na ulicy czy mieć nakładanych jakichkolwiek ograniczeń. Sęk w tym, że zwłaszcza w USA zaczęto ułatwiać osobom otyłym życie do tego stopnia, że sklepy zapewniające do tej pory specjalne wózki dla osób niepełnosprawnych, zaczęły oferować osobom otyłym skuterki, by te nie musiały chodzić. Bardzo konkretne wpisy o tym temacie możecie znaleźć na blogu Hegera i po szczegóły odsyłam do niego. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć że efekt prowadzonych na szeroką skalę działań w tym kierunku jest łatwy do przewidzenia. Osoby otyłe w stopniu zagrażającym im życiu zaczęły uznawać za formę prześladowania porady lekarzy dotycząc schudnięcia. Co równie niedorzeczne, takie osoby oraz osoby ich wspomagające uznały za formę dyskryminacji fakt, że większość toalet publicznych posiada ograniczenie wagi do około 200 kilogramów i cięższe osoby po prostu nie są w stanie z nich skorzystać.

W naszym kraju chorobliwa nadwaga nie jest (jeszcze) takim problemem, ale jeśli trendy się utrzymają, za niedługo też pewnie zaczniemy instalować specjalne fotele w teatrach dla osób o „większych rozmiarach”, a żądanie wykupienia dwóch biletów na pociąg od osoby, która zajmuje dwa miejsca siedzące, zaczniemy uznawać za formę represji.
Mi na razie pozostaje moja dieta, ponieważ jestem 2 kilogramy powyżej wagi idealnej. Teoretycznie idealnej. Mam nadzieję, że uda mi się ten tłuszczyk zrzucić, zanim szaleństwo trafi nad Wisłę.

Tunezja – wybrać bezpieczeństwo czy może tanie wakacje?

Wydarzenia, które miały miejsce w zeszłym miesiącu bardzo mocno wpłynęły na rynek turystyczny na całym świecie również w Polsce. Chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że Tunezja w ostatnich latach była jednym z najbardziej popularnych kierunków turystycznych, również wśród naszych rodaków. Wystarczyło udać się biura podróży by zobaczyć jak wiele propozycji wycieczek do tego właśnie kraju się tam znajdowało. To pokazywało skalę popularności tego właśnie kierunku. Stosunkowo tanie wakacje, w ładnych hotelach przy ciepłym morzu oraz w ciepłym klimacie. To bez wątpienia zachęcało naszych rodaków do tego, by właśnie w tym kierunku się wybierać.

Ostatecznie jednak zamachy z zeszłego tygodnia mogą nieco zachwiać tym rynkiem turystycznym i sprawić, że pojawią się na nim  wyraźne zmiany. Tutaj bowiem pojawia się pierwsza podstawowa kwestia. Jak te zamachy będą w stanie wpłynąć na turystów, którzy poruszali się chętnie po Afryce Północnej. Czy nadal liczba osób, które wybierają ten kierunek na swoje wakacje będzie tak samo duża To ciekawa kwestia, ponieważ nie wiadomo jak zachowają się ludzie właśnie w związku z tym atakami, które miały miejsce. Pojawia się pytanie czy będą się bali i dlatego zrezygnują z tego kierunku czy uznają, że takie wydarzenie już w tym samym kraju nie będzie miało miejsca.

Dodatkowo pojawia się tutaj kwestia związana z pieniędzmi. Jak wiadomo dla rynku turystyki w Tunezji te wydarzenia są bardzo złe, ponieważ będzie część takich osób, które będą się obawiały wyjazdu właśnie do tego kraju. Tym samym liczba turystów będzie malała. Natomiast biura podróży czy hotele tam zlokalizowane, jeśli będą chciały utrzymać taką samą liczbę klientów i turystów będą musiały oferować jakieś specjalne okazje. Można już teraz zauważyć dwie formy działania ze strony biur podróży. Część z nich z obawy o bezpieczeństwo w ogóle zrezygnowało z organizowania wyjazdów do Tunezji, natomiast część drastycznie obniżyła ceny swoich wycieczek oczekując, że nadal będzie popyt na takie wycieczki. I po raz kolejny pojawia się tutaj istotna kwestia związana z zachowaniem ludzi. Czy będą oni chcieli zdecydować się na taki wyjazd, który będzie dużo tańszy czy też raczej kwestia bezpieczeństwa będzie dla nich istotniejsza. Jak dla mnie na pewno znajdą się amatorzy takich wyjazdów, szczególnie że zamachy w tym samym miejscu zdarzały się bardzo rzadko.

Nie wiadomo też jak powinny się obecnie zachowywać biura podróży. Czy w ich przypadku lepiej byłoby całkowicie zrezygnować z takich wyjazdów i być pewnym, że turyści będą bezpieczni czy też lepiej dalej iść w kierunku Afryki Północnej wiedzą, że te wycieczki przynoszą dość duże zyski. Decyzja na pewno nie jest łatwa ponieważ tak naprawdę jeśli zrezygnować z Tunezji to trzeba by także rezygnować z takich kierunków jak Egipt, Maroko ponieważ są to kraje, które turystycznie budzą duże zainteresowanie, jeśli jednak spojrzymy na kwestie kulturowe to możemy się spodziewać, że ryzyko zamachów jest tam stosunkowo duże i można się obawiać różnych zdarzeń.

Jednoznacznie odpowiedzi nigdy jednak nie znajdziemy ponieważ każdy człowiek zachowuje się inaczej i może się kierować innymi motywacjami. Jedno jest pewne, rynek turystyczny w związku z tymi wydarzeniami na pewno nieco się zachwiał i będzie już nieco inaczej funkcjonował niż jeszcze do tej pory. Ostatnie lata były naznaczone popularnością kierunków związanych z Afryką Północną, a obecnie takie wycieczki nie będą już budzić takiego zainteresowania i w tym kierunku nie będzie jeździło tak wiele osób.

PS. na zdjęciu: Tunezja 😉